jowi | e-blogi.pl
jowi
Dobry humor... 2009-11-16

Miałam dzisiaj świetny humor, ale jedna chmura gradowa potrafiła mi go popsuć swoimi słowami, chociaż pewnie ja faktycznie psuję go częściej innym. Tak, jestem cyniczna i ironiczna, to jest już drugie stadium, ale mój ślub nie ma z tym nic wspólnego, bo to nie mój mąż mnie tego nauczył. Ja po prostu taka jestem. Wyszło szydło z worka. Nic tylko uśpić żebym nie denerwowała innych. Wdrażam zatem nowy system zmian.
Buzia w ciup rączki w małdrzyk. Mam taki ton, tembr głosu i co mam poradzić? Kiedy właśnie nauczyłam się jak mam mówić, żeby komuś dopiec bardziej tonem niż słowami przestałam nad tym panować i chociaż moje intencje nie są złośliwe to wychodzi, że jestem uszczypliwa. Więc wyciszenie... Może przejdzie i znowu będę miła, grzeczna i w ogóle... Tylko, że po wszystkim co się wydarzyło już nie potrafię.
No cóż nie chciałam nikogo urazić. Tak wyszło :( A jeszcze jedno przestaję się interesować samopoczuciem innych, bo tylko dostaję po nosie. Pilnuję swoich spraw. :(


zawstydzony KOT BEHEMOT


Lilla 2009-11-05

Masz zielone oczy,
które zmieniają kolor
zależnie od światła
Zmniejszone tęczówki
od szkieł.


Twoje rzęsy okrywają oczy
gdy mrużysz powieki.


Masz piegi
co czyni z ciebie
niemal dziewczynkę.


Twoje włosy
w słońcu są złote
falują na wietrze.
Spinasz je często
dziwne sploty.


Usta niezbyt duże,
ale zawsze masz uśmiech
na twarzy.

Coś cię jednak smuci.

Zdajesz sie ukrywać
za wachlarzem,
którego nie masz.

Za kotarą wspomnień
skrywasz swój stan.


Gdzie się błąkasz?


Z pamiętnika ponad dwutygodniowej mężatki... 2009-11-03

Po raz kolejny pytam: czym jest odpowiedzialność? I ta sama odpowiedź. Gotowość troszczyć się o siebie, ale także i innych. I postępować zgodnie z własnym sumieniem. Niektórzy może uważają, że to co robię nie jest odpowiedzialne i mam obowiązek postąpić inaczej, ale właśnie taka droga jest przejawem w moim mniemaniu odpowiedzialności. Nie kusić losu i stwarzać sytuacji, gdzie można by zburzyć pewne status quo.
W moim mniemaniu lepiej zrobić tak... niż potem odkręcać coś, czego nie da się odkręcić.
Trzeba myśleć do przodu i mieć plan na różne wypadki. Trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny, a nie zrzucać odpowiedzialność na kogo innego. Co robią niektóre małolaty, które przypadkiem ups mają dziecko, bo postanowiły być "dorosłe". Dorosłe to znaczy trzymać wszystko na swoim miejscu, a nie kierować się chwilą, zachcianką... Trzeba myśleć perspektywicznie i mieć plan na wypadek, a jak jednak pojawi się dziecko, jak zawiedzie wszystko? Właśnie, co wtedy zrobić? Wychować, oddać? Trudne pytania sobie stawiam, ale nie byłaby sobą gdybym nie pytała.
Brakuje mi odpowiedzi. Żadne z rozwiązań nie wchodziłoby w rachubę, a to trzecie najdrastyczniejsze to już w ogóle nie. Trzeba być odpowiedzialnym dlatego pewnie wychować byłoby priorytetem. I trzeba by się pożegnać ze studiami. Bo instytucja babci odpada. Odpowiedzialność to dawać sobie radę... albo honor do kieszeni.
Rozmyślałam nad tym już kiedyś i nie zmienię zdania. Wszystko w swoim czasie... i nie obchodzi mnie, czy ktoś się ze mną zgadza, czy nie. Nawet może mnie wyśmiać, a ja i tak będę bronić swojego zdania. Lepiej panować nad sobą niż potem płacić do okńca życia za swoją głupotę, lekkomyślność i mieć poczucie, że jednak można było zrobić inaczej.



Notka napisana pod wpływem rozmowy z Anią... Dziękuję, że dzięki Tobie utwierdziłam się w swoich przekonaniach tym bardziej.


Z pamiętnika prawie dwutygodniowej mężatki... 2009-10-29

Trochę z przeszłości:

Cieszę się, że wszystko się jakoś poukładało. Myślałam, że będzie gorzej, ale nigdy więcej ślubu. Były to najtragiczniejsze przygotowania w moim życiu. Po co? Bo co ludzie powiedzą. A jakie jest moje zdanie? Ślub powinien być skromny. Młodzi powinni być ubrani wyjściowo... Ale bez białej sukni, kwiatków i innych szmerów bajerów. Po co to? To jest przysięga samym sobie w obecności członków Kościoła i z Bogiem. Ważniejsze jest czyste sumienie niż ta cała oprawka. Strasznie się zawiodłam na osobach, które przez całe życie wpajały mi, że najważniejsze jest to, co się robi, a nie jak się wygląda. Słyszałam ciągle słowa, że sama siebie oszukujesz, bo każdy chce wyglądać ładnie. Ale zaraz, zaraz ja nie powiedziałam, że nie chcę wyglądać ładnie... Ja chcę wyglądać NORMALNIE, a nie jak ktoś kim nie jestem. Dobrze czuję się z własną buzią, bez szpachelką nakładanej tapety, tez tipsów i innych niepotrzebnych gadżetów... Wszystko źle... bo co ludzie powiedzą. A co mnie obchodzą ludzie? Ważne jak ja się czuję. To ja ślub biorę, a nie ludzie. Ludzie to mogą robić z siebie bezy i mieć tapetę, i długie pazury i włosy na lakier... i czego kto tam sobie jeszcze życzy. Ale ja to jestem JA. Skromny KOT. Widział ktoś kota z brudnym futerkiem? Schludnie i czysto. Ale tradycja...
Więc dobrze biała sukienka – skromna, fryzura – ale po mojemu, makijaż – którego nie widać, welonu – brak, kwiatki – no skoro już muszą... A komentarz od osób mi bliskich – za skromnie. A od moich przyjaciół i znajomych – było super, bez zbędnego blichtru. Kot wie w czym mu ładnie. Kot wie, ale kolejna sprawa – zdjęcia. Zdarzają się koty niefotogeniczne i ja tak właśnie mam. W naturze (nie mnie to oceniać), ale wyglądam dużo lepiej niż na zdjęciach. Zdjęcia kłamią. Nienawidzę ich. A wszyscy zdjęcia i zdjęcia. Po co? Bo pamiątka? Pamiątkę to ja mam na paluszku, w sercu i pamięci. Tego nikt mi nie zatrze. I jestem zła, że choć prosiłam to moje zdanie było za nic.
Gdybym była niezależna mieszkaniowo  tak by się to nie odbyło... Było by całkiem po Bohemotowemu :D Boli mnie traktowanie mnie jak gówniarza, bo niby tak się zachowuję... bo nie lubię zdjęć? Nie, to nie kokieteria. Koszmarnie wyglądam na zdjęciach. Ale oczywiście żeby mnie nie urazić twierdzi się inaczej. A ja i tak wiem swoje i nie życzę sobie. Ale niektórzy wiedzą lepiej co jest dla mnie dobre... bardzo mnie to boli. Niech się jednak tymi zdjęciami wypchają. Skoro jednak nie umieją liczyć się z cudzym zdaniem to niech nie myślą, że kiedykolwiek będzie dobrze. Ja pamiętam... z czasem wybaczam, ale pamiętam i to tkwi we mnie jak zadry... z czasem robią się z nich rany, które się otwierają po jakimś czasie. A wtedy zastanawiam się jak te osoby mogą mówić, że mnie kochają skoro mnie umieją uszanować tego co mówię. Bo to ja muszę się dostosowywać. Koniec z tym. Już nikt nie zrobi niczego wbrew mnie. Dlatego dystans, tylko to ratuje mnie przed wybuchem.

Z teraźniejszości:

Jestem zadowolona. Myślę, że nie przestanę... Cieszę się z takiego obrotu sprwy. Nie musimy się rozstawać i to jest najważniejsze. Jemy razem śniadanie. Kładziemy się spać, wstajemy... I mamy świadomość, że to drugie już czeka w domu po ciężkim dniu.
Dajemy sobie wsparcie.
Bez ślubu myślę, że też wszystko wyżej wymienione byłoby możliwe. Ale może teraz większa jest odpowiedzialność, bo można powiedzieć – rodzina. Nie kierowały nami podobne pomysły, że jak małżeństwo to może trudniej zdradzić. Nic się tak radykalnie nie zmienia, ale może odpowiedzialność za drugą osobę jest większa?


Trochę z innej beczki:
Czasami jakoś głupio coś chlapniemy i potem się to ciągnie. Nawet jeśli słowa są prawdziwe, to nie trzeba szafować swoimi poglądami. Powinnam ugryźć się w język. Ale skąd mogłam wiedzieć... Teraz się to na mnie mści. Czuję presję. Tylko, że wszystko nie jest takie łatwe. KOTUCH nad KOTUCHY mówi jednak żeby niczym się nie martwić, bo wszystko będzie dobrze. Tak tylko szkoda, że wtrąca się w sprawy, które go nie dotyczą ten kto nie powinien. I rzuca tu jakimiś wielkimi poglądami... A co mnie to obchodzi. Jak jest szczęśliwy w swoim światku to niech będzie ja się do niego nie wtrącam to niech też łaskawie nie wściubia nosa w nie swoje sprawy tylko pilnuje swojego podwórka. Bo na nim spoczywa odpowiedzialność za swoje zabawki. Co ja mam poradzić, że czasami jestem przesadnie szczera. I właściwie kieruje swoje słowa do innych osób, które są bardziej zainteresowane. I one rozumieją, a tu zjawia się taki szowinista i zaraz mądrości wyciąga. Zrobiło mi się dzisiaj tak przykro m.in. przez tego impertynenta, że zawsze wszystko wie najlepiej, a ja się staram, ale po prostu mi nie wychodzi... nie potrafię...

Rada od Kota Behemota: Pilnować zawsze swojego ogona i miejsca na kominku.


Wiosennie 2009-04-01

Po długim milczeniu czas na kilka słów. Wiosna, więc porządki, nie tylko domowe, ale i w myślach. Myślę tak sobie, że to już druga wiosna, kiedy czuję trochę większy spokój... Kiedy czuję się szczęśliwa. Teraz już tym bardziej... Zastanawiam się dlaczego tak ważne jest to co było, tak...znowu przeglądałam stare notki. Styl się człowiekowi jednak zmienia... Pod wpływem innych ludzi zmienia mu się styl wypowiedzi, sposób konstruowania zdań, dobór słów, słownik (to może przeczytanie niezliczonych tomiszczy...). Jak bardzo jednostkę kształtują inni, jak wielki wpływ ma otoczenie, wszystko... Z czego to wynika? Ze słabości? Nie, chyba to nie o to chodzi. Każdy pragnie być akceptowany, ale czy koniecznie w myśl zasady: „Kiedy wchodzisz między wrony musisz krakać jak i one”. Nie, to też nie jest odpowiedź i rozwiązanie. Wielokrotnie zachowania, postawy, poglądy innych w zderzeniu okazują się właściwsze, bardziej racjonalne, ale czy koniecznie trzeba się z nimi zgadzać? Nie, ale chyba łatwiej jest coś weryfikować, gdy się wie co. Trudne jest poszukiwać siebie pośród tłumu, kiedy każdy narzuca swoje zdanie i daje jakieś nowe pomysły do ewentualnego rozpatrzenia. Mimo wszystko większość ludzi sobie z tym radzi, niewielu jest, którzy jak te chorągiewki na wietrze raz w prawo, raz w lewo...

Coś wiosennego...
Ciepły oddech wiatru otula zmarznięte ciała,

promyki słońca muskają twarze i włosy.


Na niebie białe chmurki,

przesuwają się ospale.


Drzewa rozchylają swe maleńkie pączki.
W sercach budzi się radość

Na twarzach ludzkich

Uśmiechy.


Dalsza refleksja... 2008-09-01

Jak to jest, że ma się dzieci... Daje im się wszystko, poświęca się dużo czasu i uwagi, kocha się je... Jest się zawsze kiedy tego potrzebują, a na starość nawet szklanki wody nie podadzą? Nie przyjdą do szpitala pielęgnować chorą matkę. Zabierają jej jedynie emeryturę i niekiedy jeszcze uderzą. Do czego to podobne? Jak można być tak niewdzięcznym? Wykazywać się tak dużą ignorancją i brakiem miłości? (Bo nie wiem jak to nazwać) Taką radość widziałam na twarzy tej pani jak przyniosłam jej słodką bułkę. Tak żal mi się jej zrobiło... Że ja - obcy człowiek przynoszę jej bułkę, a jej własny syn nie mógł tego uczynić. Wiadomo jak karmią w szpitalach. Starsza pani to zęby już nie te... A syna nie ma i nie ma. Jakby matki nie miał, a forsę jej zabiera, zakała, a nie syn. Jak dziecko może być tak podłe? Nie pojmuję tego... A mąż który nie odwiedza swojej żony w szpitalu? To jest nienormalne przepraszam i wiem, że dolewam oliwy do ognia. Ale jak się kocha to się bierze 4 litery i się jedzie, pielęgnować, doglądać. I czy to jest miłość? Jak kogoś nie stać na to żeby odwiedzić wesprzeć dobrym słowem. Nie mówiąc o odwiezieniu do szpitala. Tylko praktycznie na kimś obcym musi polegać pani żona... No kurcze... Jak to jest? Jasne, że fajniej odpocząć, ale no halo jak się komuś przysięga miłość to chyba też w domyśle troskę, a może ja się mylę? Nie mówiąc o tym, że wyręcza się panią w czynnościach jak sobie ewidentnie nie radzi, bo jest chora... I jak nie czuć się samotnym w obu tych wypadkach? Chciałabym, aby mnie na starość ktoś podał szklankę wody i żeby owy pan, który chce ze mną spędzić życie rozumiał i dbał również o NASZ dom... I żeby to wszystko spoczywało na NASZYCH głowach... I nigdy więcej nie czuć się samotna w tłumie ludzi, mieć zawsze świadomość, że w domu czeka KTOŚ kogo serce bije podobnym rytmem jak moje. DZIEKUJE KOTUCHU i przepraszam Lekko skruszony KOT BEHEMOT


Samotność... 2008-08-31

Jak to zawsze człowiek dąży do tego, aby nie być sam. Jak bardzo zawsze otacza się ludźmi. To nic, że hałas, że chaos, wrzask... tysiące zapachów, głosów, słów a z nich zdań.
Nikt nie lubi samotności, dlaczego?
Jak to zwykle KOTUCH zawsze światły powiedział mi kiedyś, że nikt jej nie lubi, choć ja upierałam się, że jednak...
Kiedy jest do kogo wracać, kiedy ma się świadomość, że jest ktoś kto czeka... na kogo można liczyć. Wtedy ma się ochotę na samotność, aby w spokoju kontemplować, przemyśleć wszystko co się dzieje.
Każdy chce być zauważony, czuć się doceniony, "zaopiekowany". Każdy szuka ciepła, zrozumienia czyjejś pomocnej dłoni. Nawet jeśli twierdzi, że ludzie go męczą i że od nich stroni to czeka na tę jedną osobę, która będzie całym światem i to ona zapełni pustkę.
Ludzie to faktycznie "zwierzęta" stadne i chociaż na dłuższą metę inni ludzie są męczący to każdy lubi przebywać w towarzystwie ludzi, z którymi ma coś wspólnego, dobrze się czuje.

A świat mimo, że nieco brutalny pełen jest życzliwych ludzi na których można liczyć.

A jak to jest, że problemy innych potrafimy rozwiązywać a swoich nie? Albo że problemy innych minimalizujemy a swoje wyolbrzymiamy?
Czyżby człowiek lubił się zamartwiać i wzbudzać litość i współczucie? Ludzie lubią grać biedne misie, którym trzeba pomóc, takie bezradne...
Szkoda, że ludzie którzy lubią liczyć na kogoś nie wykazują zainteresowania problemami innych i nie tak chętnie spieszą im z pomocą.
Ale jak już mówiłam świat pełen jest dobrych ludzi trzeba tylko umieć ich odszukać i docenić. I ten kto wydaje się być szary i nieciekawy tak na prawdę w oceanie ludzi może okazać się prawdziwym nieoszlifowanym diamentem, czy jak kto woli perłą. Uczmy się dostrzegać innych ludzi i patrzy na nich nie w sposób, że co oni mogą zrobić dla nas, ale co my możemy zrobić dla nich.

Pozdr. KOT BEHEMOT


Z kocich wojaży... 2008-08-30

WróciliśMY cali zdrowi i szczęśliwi. Jak to mówią wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Dom... Dla mnie to słowo zmieniło nieco konotacje. Dom to było dla mnie miejsce, które kojarzyło mi się z bezpieczeństwem, harmonią, ciepłem... A co od pewnego czasu znajduje się tutaj? Dom to już nie jest mój dom w pełnym znaczeniu tego słowa. Dom to miejsce do którego chce się wracać, a czy ja chcę? Uciekam stad jak najdalej... Dom to nie tylko 4 ściany, to atmosfera... Miejsce gdzie wszyscy się wspierają, gdzie człowiek czuje, że nie jest sam. A ja tu widzę brak porządku, czy ktoś tu kogoś wspiera? Czuję jak inni żerują na mojej energii, wyciskają mnie jak cytrynę. A skąd mam mieć siłę skoro każdy mi ją zabiera, a nikt nie daje niczego? Jak to napisał kiedyś KOTUCH: Dom jako sacrum potrzebuje czegoś więcej. Potrzebuje wiary w to, że jest, ładu, harmonii, powinien być Kosmosem, a nie chaosem. I tego, od czego właściwie powinienem zacząć: uczuć takich jak miłość, przyjaźń, zaufanie, zrozumienie... czym jest dom? [...] "dom to to wszystko, co unosi się na tej przestrzeni; wypełnia ją"


.


 


[...]W kwestii przestrzeni duchowej domu – tej ważniejszej, najważniejszej – widzę to jako wspólne miejsce kilku osób, wypełnione miłością i rodzinną atmosferą. Miejscem gdzie zawsze będzie chciało się wracać, gdzie będzie zapalone wieczorem światło. Gdzie w takie niedzielne popołudnie jak to będę mógł usiąść z ukochana osobą przy stole, zaparzyć i delektować się ulubionym earl grey’em, dyskutować, wysłuchiwać, milczeć, patrzyć i kochać ją. Gdzie będą toczyły się dyskusje pozornie błahe i dotyczące spraw codziennych, ale i dyskusje na tle filozoficznym, na przykład o kontestowanie poglądów Husserla z teoriami Ingardena, dysputy o filozofii egzystencjalizmu Kierkegaarda. A wieczorem zapaść się w fotelu, posłuchać na przykład Szymanowskiego i wziąć do ręki którąś z ulubionych książek Tomasza Manna. Dom powinien być Przestrzenią gdzie dominują te uczucia, gdzie przoduje spokój i wzajemna spolegliwość, zrozumienie i my sami czujemy się wolni i swobodni, otoczeni widzialnymi i niewidzialnymi granicami bezpieczeństwa. W takim otoczeniu każdy dzień zdaje się być wyjątkowy, daleki od rutyny, jednostajności. Magiczny.


Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć taki idealny dom... Pełen ciepła, miłości i zaufania. Budować, a nie niszczyć. PS. Dziękuję że mogłam wykorzystać owe zapisku KOTUCHU.


Dalsza część... 2008-08-13

Tak podróż jest wtedy weselsza i pełniejsza kiedy ma się z kim jechać. Kiedy rytm pociągu wybijają dwa serca. No nie zawsze jednak tak być może...  Zawsze jednak w kilka osób lepiej jechać w kupie raźniej, zabawniej, bezpieczniej...
Dobrze jak ktoś orientuje się w terenie i działa jak kompas. Nawet lepszy, bo jeszcze pogadać można :D A z kompasem...
Mimo wszystko towarzystwo (doborowe) działa kojąco i uprzyjemnia czas podróży, która niekiedy ciągnie się ładnych kilka, kilkanaście godzin.
Nawet jeśli w pociągu jest ogólny... syf i malaria... jakoś łagodniej znosi się podróż... Kiedy łazienki są w stanie nie do pozazdroszczenia lub co gorsza jeśli w składzie pociągu nie ma bagażowego i ktoś inteligentnie w toalecie wiezie rower.
W PKP cuda się dzieją...
Są też i pozytywne niespodzianki... Kiedy w składzie pociągu brakuje 2 klasy i z pierwszej tworzą drugą... Do tego nie ma zbyt wielu podróżnych i cały przedział nasz. :D
Wygoda - bo I klasa,
komfort - bo nie siedzi się jak ogórki w słoiku
weselej - bo nikt nie patrzy i można swobodnie rozmawiać
Zawsze można też zrobić sobie z kogoś poduszkę.. Lepsze to niż leżeć na samym siedzeniu... Nie dość, że wygodniej to jeszcze cieplej :D
Czysty pragmatyzm :P
Oby i następna podróż okazała się tak wspaniała jak te, które już przeżyłem w ciągu swego kociego życia i w ciągu tych wakacji.
Oby toaleta pełniła funkcję toalety i była w jako takim stanie. Żeby komfort podróży był w miarę jak najlepszy. Podróż bezproblemowa.
KOCIE pora jechać tym razem na północ... NA WOLIN KOCIE, NAD BAŁTYK...
NAWDYCHAĆ się JODU! Jak to miał w zwyczaju mówić pewien KOTUCH :D



Co w trawie piszczy... 2008-08-12

Udało się jakimś cudem zaliczyć większość z programu moich cudownych studiów... :D

Ale przez chorobę jeszcze poetyka została i koło z gramy. Czyli niestety pracowity wrzesień.

Nic to jednak.

Póki co trwają wakacje... I różnymi drogami przemierzamy Polskę. Wszerz i wzdłuż. Ciągle nie wierzę w to co się dzieje...
Zabawne, że jak się wątpi i traci nadzieje, wówczas los płata figle.
Wspaniale jest jechać pociągiem i mieć wrażenie, że świat stoi otworem i że wszystko może się zdarzyć. Ma się uczucie takiej wielkości, bezmiaru świata. Jakby jechać ze zwykłego do bajkowego świata. Jakby odkrywać świat na nowo w ciągu kilku godzin. Ten ciąg powietrza... Pęd, mijanie stacji... Jak obraz zlewa się w jedno i  coraz bardziej pociąg przyspiesza... tourkotanie pociągu (niektórzy potrafią to docenić...).
Wsiąść do pociągu byle jakiego...
Zwiedzając te wszystkie miejsca, mimo, że były przecież w Polsce miało się wrażenie, że to zupełnie inny świat... A przecież to ten sam kraj... Ta sama Polska.
Tyle różnic a jednak podobieństwa. Wszędzie ludzie... Jakby tak samo smutni, tak samo pogrążeni w swoich problemach. Gdzie wesołość na ich twarzach? Jakby marazm? Brakuje ludzi promiennych wszędzie te grobowe miny, brak słońca i kolorów w sercu. Wciąż ta sama melodia...

Pozdr.
KOT podróżnik :)


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]