|
Dobry humor...
2009-11-16
19:12
Miałam dzisiaj świetny humor, ale jedna chmura gradowa potrafiła mi go popsuć swoimi słowami, chociaż pewnie ja faktycznie psuję go częściej innym. Tak, jestem cyniczna i ironiczna, to jest już drugie stadium, ale mój ślub nie ma z tym nic wspólnego, bo to nie mój mąż mnie tego nauczył. Ja po prostu taka jestem. Wyszło szydło z worka. Nic tylko uśpić żebym nie denerwowała innych. Wdrażam zatem nowy system zmian. zawstydzony KOT BEHEMOT Skomentuj [0]
Lilla 2009-11-05 20:40
Masz zielone oczy, Twoje rzęsy okrywają oczy Masz piegi Twoje włosy Usta niezbyt duże, Gdzie się błąkasz? Z pamiętnika ponad dwutygodniowej mężatki... 2009-11-03 19:58
Po raz kolejny pytam: czym jest odpowiedzialność? I ta sama odpowiedź. Gotowość troszczyć się o siebie, ale także i innych. I postępować zgodnie z własnym sumieniem. Niektórzy może uważają, że to co robię nie jest odpowiedzialne i mam obowiązek postąpić inaczej, ale właśnie taka droga jest przejawem w moim mniemaniu odpowiedzialności. Nie kusić losu i stwarzać sytuacji, gdzie można by zburzyć pewne status quo.
Z pamiętnika prawie dwutygodniowej mężatki... 2009-10-29 20:32
Trochę z przeszłości: Trochę z innej beczki: Wiosennie 2009-04-01 22:10
Po długim milczeniu czas na kilka słów. Wiosna, więc porządki, nie tylko domowe, ale i w myślach. Myślę tak sobie, że to już druga wiosna, kiedy czuję trochę większy spokój... Kiedy czuję się szczęśliwa. Teraz już tym bardziej... Zastanawiam się dlaczego tak ważne jest to co było, tak...znowu przeglądałam stare notki. Styl się człowiekowi jednak zmienia... Pod wpływem innych ludzi zmienia mu się styl wypowiedzi, sposób konstruowania zdań, dobór słów, słownik (to może przeczytanie niezliczonych tomiszczy...). Jak bardzo jednostkę kształtują inni, jak wielki wpływ ma otoczenie, wszystko... Z czego to wynika? Ze słabości? Nie, chyba to nie o to chodzi. Każdy pragnie być akceptowany, ale czy koniecznie w myśl zasady: „Kiedy wchodzisz między wrony musisz krakać jak i one”. Nie, to też nie jest odpowiedź i rozwiązanie. Wielokrotnie zachowania, postawy, poglądy innych w zderzeniu okazują się właściwsze, bardziej racjonalne, ale czy koniecznie trzeba się z nimi zgadzać? Nie, ale chyba łatwiej jest coś weryfikować, gdy się wie co. Trudne jest poszukiwać siebie pośród tłumu, kiedy każdy narzuca swoje zdanie i daje jakieś nowe pomysły do ewentualnego rozpatrzenia. Mimo wszystko większość ludzi sobie z tym radzi, niewielu jest, którzy jak te chorągiewki na wietrze raz w prawo, raz w lewo... Coś wiosennego... Ciepły oddech wiatru otula zmarznięte ciała, promyki słońca muskają twarze i włosy. Na niebie białe chmurki, przesuwają się ospale. Drzewa rozchylają swe maleńkie pączki. W sercach budzi się radość Na twarzach ludzkich Uśmiechy.
Dalsza refleksja... 2008-09-01 22:47
Jak to jest, że ma się dzieci... Daje im się wszystko, poświęca się dużo czasu i uwagi, kocha się je... Jest się zawsze kiedy tego potrzebują, a na starość nawet szklanki wody nie podadzą? Nie przyjdą do szpitala pielęgnować chorą matkę. Zabierają jej jedynie emeryturę i niekiedy jeszcze uderzą. Do czego to podobne? Jak można być tak niewdzięcznym? Wykazywać się tak dużą ignorancją i brakiem miłości? (Bo nie wiem jak to nazwać) Taką radość widziałam na twarzy tej pani jak przyniosłam jej słodką bułkę. Tak żal mi się jej zrobiło... Że ja - obcy człowiek przynoszę jej bułkę, a jej własny syn nie mógł tego uczynić. Wiadomo jak karmią w szpitalach. Starsza pani to zęby już nie te... A syna nie ma i nie ma. Jakby matki nie miał, a forsę jej zabiera, zakała, a nie syn. Jak dziecko może być tak podłe? Nie pojmuję tego... A mąż który nie odwiedza swojej żony w szpitalu? To jest nienormalne przepraszam i wiem, że dolewam oliwy do ognia. Ale jak się kocha to się bierze 4 litery i się jedzie, pielęgnować, doglądać. I czy to jest miłość? Jak kogoś nie stać na to żeby odwiedzić wesprzeć dobrym słowem. Nie mówiąc o odwiezieniu do szpitala. Tylko praktycznie na kimś obcym musi polegać pani żona... No kurcze... Jak to jest? Jasne, że fajniej odpocząć, ale no halo jak się komuś przysięga miłość to chyba też w domyśle troskę, a może ja się mylę? Nie mówiąc o tym, że wyręcza się panią w czynnościach jak sobie ewidentnie nie radzi, bo jest chora... I jak nie czuć się samotnym w obu tych wypadkach? Chciałabym, aby mnie na starość ktoś podał szklankę wody i żeby owy pan, który chce ze mną spędzić życie rozumiał i dbał również o NASZ dom... I żeby to wszystko spoczywało na NASZYCH głowach... I nigdy więcej nie czuć się samotna w tłumie ludzi, mieć zawsze świadomość, że w domu czeka KTOŚ kogo serce bije podobnym rytmem jak moje. DZIEKUJE KOTUCHU i przepraszam Lekko skruszony KOT BEHEMOT
Samotność... 2008-08-31 22:53
Jak to zawsze człowiek dąży do tego, aby nie być sam. Jak bardzo zawsze otacza się ludźmi. To nic, że hałas, że chaos, wrzask... tysiące zapachów, głosów, słów a z nich zdań. Nikt nie lubi samotności, dlaczego? Jak to zwykle KOTUCH zawsze światły powiedział mi kiedyś, że nikt jej nie lubi, choć ja upierałam się, że jednak... Kiedy jest do kogo wracać, kiedy ma się świadomość, że jest ktoś kto czeka... na kogo można liczyć. Wtedy ma się ochotę na samotność, aby w spokoju kontemplować, przemyśleć wszystko co się dzieje. Każdy chce być zauważony, czuć się doceniony, "zaopiekowany". Każdy szuka ciepła, zrozumienia czyjejś pomocnej dłoni. Nawet jeśli twierdzi, że ludzie go męczą i że od nich stroni to czeka na tę jedną osobę, która będzie całym światem i to ona zapełni pustkę. Ludzie to faktycznie "zwierzęta" stadne i chociaż na dłuższą metę inni ludzie są męczący to każdy lubi przebywać w towarzystwie ludzi, z którymi ma coś wspólnego, dobrze się czuje. A świat mimo, że nieco brutalny pełen jest życzliwych ludzi na których można liczyć. A jak to jest, że problemy innych potrafimy rozwiązywać a swoich nie? Albo że problemy innych minimalizujemy a swoje wyolbrzymiamy? Czyżby człowiek lubił się zamartwiać i wzbudzać litość i współczucie? Ludzie lubią grać biedne misie, którym trzeba pomóc, takie bezradne... Szkoda, że ludzie którzy lubią liczyć na kogoś nie wykazują zainteresowania problemami innych i nie tak chętnie spieszą im z pomocą. Ale jak już mówiłam świat pełen jest dobrych ludzi trzeba tylko umieć ich odszukać i docenić. I ten kto wydaje się być szary i nieciekawy tak na prawdę w oceanie ludzi może okazać się prawdziwym nieoszlifowanym diamentem, czy jak kto woli perłą. Uczmy się dostrzegać innych ludzi i patrzy na nich nie w sposób, że co oni mogą zrobić dla nas, ale co my możemy zrobić dla nich. Pozdr. KOT BEHEMOT Z kocich wojaży... 2008-08-30 23:01
WróciliśMY cali zdrowi i szczęśliwi. Jak to mówią wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Dom... Dla mnie to słowo zmieniło nieco konotacje. Dom to było dla mnie miejsce, które kojarzyło mi się z bezpieczeństwem, harmonią, ciepłem... A co od pewnego czasu znajduje się tutaj? Dom to już nie jest mój dom w pełnym znaczeniu tego słowa. Dom to miejsce do którego chce się wracać, a czy ja chcę? Uciekam stad jak najdalej... Dom to nie tylko 4 ściany, to atmosfera... Miejsce gdzie wszyscy się wspierają, gdzie człowiek czuje, że nie jest sam. A ja tu widzę brak porządku, czy ktoś tu kogoś wspiera? Czuję jak inni żerują na mojej energii, wyciskają mnie jak cytrynę. A skąd mam mieć siłę skoro każdy mi ją zabiera, a nikt nie daje niczego? Jak to napisał kiedyś KOTUCH: Dom jako sacrum potrzebuje czegoś więcej. Potrzebuje wiary w to, że jest, ładu, harmonii, powinien być Kosmosem, a nie chaosem. I tego, od czego właściwie powinienem zacząć: uczuć takich jak miłość, przyjaźń, zaufanie, zrozumienie... czym jest dom? [...] "dom to to wszystko, co unosi się na tej przestrzeni; wypełnia ją" .
[...]W kwestii przestrzeni duchowej domu – tej ważniejszej, najważniejszej – widzę to jako wspólne miejsce kilku osób, wypełnione miłością i rodzinną atmosferą. Miejscem gdzie zawsze będzie chciało się wracać, gdzie będzie zapalone wieczorem światło. Gdzie w takie niedzielne popołudnie jak to będę mógł usiąść z ukochana osobą przy stole, zaparzyć i delektować się ulubionym earl grey’em, dyskutować, wysłuchiwać, milczeć, patrzyć i kochać ją. Gdzie będą toczyły się dyskusje pozornie błahe i dotyczące spraw codziennych, ale i dyskusje na tle filozoficznym, na przykład o kontestowanie poglądów Husserla z teoriami Ingardena, dysputy o filozofii egzystencjalizmu Kierkegaarda. A wieczorem zapaść się w fotelu, posłuchać na przykład Szymanowskiego i wziąć do ręki którąś z ulubionych książek Tomasza Manna. Dom powinien być Przestrzenią gdzie dominują te uczucia, gdzie przoduje spokój i wzajemna spolegliwość, zrozumienie i my sami czujemy się wolni i swobodni, otoczeni widzialnymi i niewidzialnymi granicami bezpieczeństwa. W takim otoczeniu każdy dzień zdaje się być wyjątkowy, daleki od rutyny, jednostajności. Magiczny. Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć taki idealny dom... Pełen ciepła, miłości i zaufania. Budować, a nie niszczyć. PS. Dziękuję że mogłam wykorzystać owe zapisku KOTUCHU. Dalsza część... 2008-08-13 22:59
Tak podróż jest wtedy weselsza i pełniejsza kiedy ma się z kim jechać. Kiedy rytm pociągu wybijają dwa serca. No nie zawsze jednak tak być może... Zawsze jednak w kilka osób lepiej jechać w kupie raźniej, zabawniej, bezpieczniej... Co w trawie piszczy... 2008-08-12 23:53
Udało się jakimś cudem zaliczyć większość z programu moich cudownych studiów... :D Ale przez chorobę jeszcze poetyka została i koło z gramy. Czyli niestety pracowity wrzesień. Nic to jednak. Póki co trwają wakacje... I różnymi drogami przemierzamy Polskę. Wszerz i wzdłuż. Ciągle nie wierzę w to co się dzieje... Zabawne, że jak się wątpi i traci nadzieje, wówczas los płata figle. Wspaniale jest jechać pociągiem i mieć wrażenie, że świat stoi otworem i że wszystko może się zdarzyć. Ma się uczucie takiej wielkości, bezmiaru świata. Jakby jechać ze zwykłego do bajkowego świata. Jakby odkrywać świat na nowo w ciągu kilku godzin. Ten ciąg powietrza... Pęd, mijanie stacji... Jak obraz zlewa się w jedno i coraz bardziej pociąg przyspiesza... tourkotanie pociągu (niektórzy potrafią to docenić...). Wsiąść do pociągu byle jakiego... Zwiedzając te wszystkie miejsca, mimo, że były przecież w Polsce miało się wrażenie, że to zupełnie inny świat... A przecież to ten sam kraj... Ta sama Polska. Tyle różnic a jednak podobieństwa. Wszędzie ludzie... Jakby tak samo smutni, tak samo pogrążeni w swoich problemach. Gdzie wesołość na ich twarzach? Jakby marazm? Brakuje ludzi promiennych wszędzie te grobowe miny, brak słońca i kolorów w sercu. Wciąż ta sama melodia... Pozdr. KOT podróżnik :) |